Słownik puchnie
24 Jan
- Tata ni ma, brum-brum – oznajmił mi syn dziś rano po przebudzeniu. I już wiem, że oTatusiu jest nadal nieobecny, bo pojechał sobie autem w świat;)
Zasób słów i takich kombinowanych zdań, jakie można z nich złożyć rośnie nam z dnia na dzień. Rządzi się ten wokabularzyk jednak swoimi prawidłami.
Słowa znane mają to do siebie, że zawsze, gdy w zasięgu wzroku znajduje się desygnat, jaki można nimi nazwać, na pewno zostaną użyte. Wszystko jedno, czy obok lampy przechodzi się razy 5 czy 50, za każdym razem musi paść “pampa”. I trzeba uzyskać jeszcze potwierdzenie od kogoś dorosłego, że świat wciąż stoi na swoim miejscu:
- Tak, lampa, świeci się – odpowiada ktoś dorosły.
- Śsii-śśśiee – z lekkim zdziwieniem potwierdza syn.
Są też słowa wieloznaczne, do rozpoznania których niezbędna jest właściwa ocena kontekstu. “Baba” to nie tylko babcia, ale także (gdy wskazuje się palcem na czajnik, ekspres do kawy, szklankę lub kran) kawa lub woda.
Zasada ta stosowana jest także wobec słowa “am”, bo wcale nie musi oznaczać głodu, czasem to tylko komentarz, że gdzieś jest coś do jedzenia lub ktoś coś zjada.
Co do picia, występuje u nas “ci-cie”, a kwestie związane z karmieniem piersią Janek załatwia raczej ręcznie niż słownie – bez zbędnego gadania próbuje się dobrać do dekoltu, od góry, bądź od dołu. Nie przepadam za tą mleczną ekspresją. Czasem odsłaniając poły, syn zawoła “pempa” (bo przecież mama ma pępek) i nie omieszka dla żartu zrobić tym pępkiem “tii-diiit”. Śmieszne synu, śmieszne… Pogadamy jak dorośniesz;)
Słownikiem rządzi też zasada “od szczegółu do ogółu”, bo jeden niepowtarzalny pies “Bambo” zaczął być przedstawicielem całego gatunku. Wszystkie psy małe, duże, białe, czarne, telewizyjne, książkowe, skaczące i szczekające są teraz “bambo”. Poza tym nie wiem, czy wiecie, ale gdy się szczeka trzeba też podskakiwać – wiedza przydatna, gdy trzyma się dziecko na kolanach;)
Ostatnio zaskoczył mnie syn wołaczem i na zmianę woła mnie “mama” i “mamo”. Może zasłyszał, a może stworzył taką oboczność z wygody. Nie wiem.
Wiem za to, że mój syn potrafi liczyć. Co prawda na razie do jednego, ale co tam;) Czasem wyjmuje klocki z pudełka i powtarza za każdym razem:
- Jeden, jeden, jeden…
Jest też słowo “pam” na określenie zarówno pana, jak i pani – powiedzmy, taki “everyman”;), bombka czyli “bamba” jest słowem pochodzącym od słowa “bam” (piłka, uderzać, spadać), bambę można zobaczyć na drzewku zwanym “dzinka”. Bambą można też zrobić bam….
Przebojem są zegarki zwane teraz “czi-ta”, chyba od tik-tak, a może od “cyka”? Szczególnie “dziadzia” ma dużo cierpliwości, aby chodzić z wnukiem od jednego do drugiego “czi-ta” i czekać na “bim-bam-bom”.
Sporą trudnością będzie chyba nazywanie siebie, bo część rodziny mówi nam na syna Janek, część Jasio, Jaś… Podejrzewam, że on w końcu nie wie, jak się nazywa. Gdy pytamy go o niego na zdjęciach, odpowiada powtarzając po nas – to ty:)

