W malinowym chruśniaku
6 lip
Wygląda na to, że mamy uczulenie. Do tej pory cieszyłam się w duchu, że Janek taki pokarmowo i środowiskowo tolerancyjny, że wszystko mogę jeść, że żadne pyłki czy detergenty nam niestraszne.
Aż tu nagle, w ostatni piątek syn pokrył się nam wysypką.
W pierwszej chwili myślałam, że to może coś zakaźnego (bo gdzież moje dziecko miałoby jakąś alergię), więc zapakowaliśmy się szybko do rejonowej przychodni. Nie czekaliśmy długo na bardzo miłą panią doktor i rozpoznanie, że raczej alergia i najpewniej pokarmowa. Przepisała Fenistil („a to on nie ma jeszcze roku?”) i kazała obserwować i wyeliminować alergen.
Alergen, czyli co?
I zaczęły się rachunki sumienia, katalogowanie dobytku i lustracje jadłospisu zarówno mojego i oSynkowego. Że może pieluszki (ale nie – bo od dawna już te same), że środek do prania (ale również od 2. miesiąca życia bez zmian), że może kosmetyki (tylko niby, jakie, skoro używamy raptem płynu do kąpieli), a może leki (ale czy witamina C i wapno mogą uczulać?)….
Następnego dnia wysypka się nie zmniejszyła, było jej więcej i zdobywała sobie nowe tereny. Już nie tylko brzuszek, szyja, plecy i pośladki. Cały Janek wyglądał, jak muchomor. Na szczęście chyba nie było to swędzące, bo nie zaobserwowaliśmy wzmożonych zabiegów dziecka przy krostkach.
Postanowiliśmy jednak pokazać się lekarzowi, a że była to sobota, więc wybraliśmy się do szpitala na dyżur świątecznej opieki medycznej. Poszło równie sprawnie i szybko, jak dzień wcześniej. Młoda lekarka powiedziała, że jej też wygląda to na skutki jakiegoś jedzenia, zmieniła nam tylko Fenistil na Zyrtec. Powiedziała, że ten drugi stosowany jest co prawda zazwyczaj powyżej roku (potem na ulotce wyczytałam, że nawet powyżej drugiego roku), ale Janek taki duży, więc stosowną dawkę będzie mógł przyjąć. Mam nadzieję, że nie zrobiłam źle godząc się na to.
Następnego dnia po Zyrtecu też jakoś poprawy nie było, ale może wysypka nie mija z dnia na dzień. Jankowi nie mija na pewno.
Dziś jest już 6 dzień, a dziecko ciągle całe w kropki, z tym, że kropki najstarsze robią się mniejsze i mniej widoczne – więc jakiś proces schodzenia można zaobserwować. Do tego rośnie nam chyba jakiś kolejny ząb (a może znów para zębów) i oSynek pakuje ciągle paluszki do buzi, gryzie mnie, odzież, marudzi, jęczy i non stop ma mokry cały dekolt od śliny..
Ostatecznie za winne wysypki uznaliśmy maliny, bo zjadłam ich dość sporo dzień przed wystąpieniem objawów, a i Janek dostał ze 2 sztuki do spróbowania. Początkowo wykluczyłam je, bo to nie był nasz pierwszy kontakt w tymi owocami. Jedliśmy już oboje maliny u mojej babci – z tym, że prosto z krzaka na wsi, nie pryskane itd. Jak było z tymi kupnymi – nie wiadomo.
