Żeby chleb nie spowszedniał
16 wrz
Dziś, dla odstresowania, temat mało osobisty, za to praktyczny. Zwłaszcza dla osób na diecie cukrzycowej w ciąży.
Głównym źródłem energii dla mamy i dziecka są węglowodany złożone, które znajdziemy przede wszystkim w produktach zbożowych, a to w praktyce oznacza, że przeważnie na pierwsze i drugie śniadanie, a także podwieczorek, kolację i nocną kolację (o tak, jest coś takiego!) pochłaniamy kanapki.
Podstawą każdej kanapki jest pieczywo. To, co położymy na wierzchu też oczywiście ma znaczenie, bo tłuszcz i cholesterol są niewskazane (powodują wzrost glikemii np. 2-3 godziny po posiłku i wtedy ciężko jest zapanować nad cukrem, bo np. nakładają nam się wymienniki węglowodanowe z dwóch posiłków).
Pierwsze śniadanie to 4 wymienniki węglowodanowe (ok. 450 kcal), drugie 2 wymienniki (ok. 180kcal), obiad 5 wymienników (mniej więcej 600 kcal), podwieczorek 2, kolacja 4, kolacja nocna 2 – w sumie 19 WW, czyli ok. 2000 kcal.
Dodam tylko, że 1 WW, to taka ilość wagowa danego produktu żywieniowego, która zawiera 12 g węglowodanów.
Preferowanymi rodzajami pieczywa są chleb razowy, pełnoziarnisty, żytni, graham, pieczywo chrupkie. Pszenne praktycznie nie zawiera błonnika, więc eliminujemy.
Sprawdziłam na sobie różne rodzaje pieczywa i kilka mogę polecić, kilku też nie polecam.
Nie polecam np. „Chleba z pieca graham” marki Schulstad. Producent podaje, że jedna kromka to 13,6 g węglowodanów, więc na śniadanie spokojnie powinniśmy móc zjeść 3 kanapki. Niestety – sprawdziłam kilka posiłków – cukier po tym konkretnym chlebie, mimo trzymania się ilości wymienników, był mocno przekroczony.
Zdaje się, że grahamem jest on niestety tylko z nazwy… przynajmniej dla diabetyków.
Poza tym chleb jest podejrzanie mięciutki i prędzej spleśnieje niż uschnie – coś tu chyba jest nie tak. Pieczywo żytnie tej firmy odpada dla mnie ze względu na cenę…
Polecam za to Chleb żytni razowy marki SPC. Nie wiem, czy wszędzie jest dostępny – w Warszawie jest. SPC oferuje kilka rodzajów chleba żytniego, poza tym jeszcze żytni staropolski daje radę, żytniego na miodzie i wileńskiego (bo z dodatkiem cukru) z oczywistych względów polecić nie mogę.
Chleb farmerski (mąka pszenna i żytnia z dodatkiem soli oraz drożdży, wzbogacony ziarnami słonecznika, sezamu i siemienia lnianego) jeszcze mi w ręce nie wpadł – może spróbuję, choć zastanawiam się, jakie są proporcje mąki żytniej do pszennej.
Ważne jest, aby wybierając jakikolwiek chleb razowy zwrócić uwagę, czy nie zawdzięcza on swojego ciemnego koloru słodowi, karmelowi itp. Nie wszystko złoto, co się świeci i wcale nie najciemniejszy chleb jest najzdrowszy. Uwaga też na dodatki – o ile są to pestki słonecznika, kminek, siemię lniane, to ok. Wiele razowców jest jednak wzbogacanych rodzynkami czy śliwkami, a na to na diecie cukrzycowej już trzeba uważać (suszone owoce zawierają jeszcze więcej cukru niż świeże, a rodzynek należy w ogóle się wystrzegać).
Z pieczyw chrupkich (tzw. tekturek względnie styropianów) mogę polecić kilka z czystym sumieniem, ale moim ulubionym wyrobem tego typu (i sprawdzającym się przy tej diecie) jest Wasa, szczególnie „Lekkie, 7 zbóż”. Smakuje dobrze, jest chrupiące, nie przykleja się do zębów i podniebienia. Lekkie crisp’n light to mój absolutny faworyt jeśli chodzi o smak. Jest też „Lekkie żytnie”, ale nie wypróbowałam jeszcze, więc ciężko mi cokolwiek o nim napisać.
Minimalnie gorzej (zwłaszcza jeśli idzie o to przyklejanie do podniebienia) wypada Chaber, ale też jest w porządku (polecam graham i żytnie).
Zdaje się, że Chaber jest trochę tańszy niż Wasa, więc dla niektórych to może stanowić atut.
Chaber to też, co warto zaznaczyć, polski producent.
Z tego, co widziałam na stronie robią też jakieś inne pieczywo chrupkie graham i pieczywo chrupkie żytnie (w tym chrupkie ze znaczkiem „1″), ale tych nie widziałam nigdzie w sklepie i nie sprawdzałam.
Miałam też epizod z pieczywem chrupkim z żytem marki Sonko (również polska firma), ale skończyło się tylko na jednej paczce. W smaku jest ok, nawet ciekawa odmiana, z poziomem cukru też było w porządku.
Najbardziej przeszkadzała mi jednak, o ironio, chrupkość (a raczej ekstremalna twardość) tego pieczywa – można sobie poranić podniebienie. Perforowane kromki (w takie specyficzne dziurki) sprawiają, że przy smarowaniu masłem smarowidła idzie dość dużo, no i dość mocno ten konkretny rodzaj Sonko się kruszy.
W tym momencie mam w kuchni Sonko „Lekkie żytnie” (4 g węglowodanów, 19 kcal, 0,51 g błonnika pokarmowego na kromkę) i jest w porządku, smakuje mi, choć ulubionym smakiem wśród pieczyw chrupkich nie zostanie.
